sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 2


Obudził mnie jakiś hałas. Nagle poczułam ciężar na swoi ciele i usłyszałam  śmiech dziecka. Już wiedziałam kto to. To była Amelia. Często, gdy się obudziła, to przybiegała do mojego pokoju albo mnie obudzić, albo się ze mną pobawić. Gdy byłam trochę starsza od niej to zawsze tak robiłam Ryanowi, teraz rzadko widuję go w domu. Wcale mi to nie przeszkadza. Bawiłam się z Amy, gdy usłyszałam otwierające się drzwi.
-Tak myślałam-powiedziała mama z uśmiechem.-Śniadanie jest już na stole. Viki jeśli chcesz, to możesz jeszcze pospać, bo jest wcześnie. Są wakacje, więc możesz sobie pospać dłużej, a Amy się nie przejmuj. Zawiozę ją dzisiaj do babci.
-Jesteś kochana!-Wstałam z łóżka  i ją przytuliłam.-Chętnie skorzystam z propozycji.-Mama wraz z Amelią poszły, a ja zostałam sama w pokoju. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 8. Poszłam jeszcze spać.
Obudziłam się o 12. Wstając z łóżka usłyszałam dziwne dźwięki dochodząc z dołu. Miałam pokój na „strychu”, ale nie trudno było usłyszeć te hałasy. Zeszłam na dół. Ryan krzątał się po kuchni. Nie zdziwił mnie jego stan. Przez ostanie lata, ciągle tak wyglądał po powrocie do domu.
-Możesz hałasować trochę ciszej?-powiedziałam do niego spokojnie.
-Słucham?! Ty mi mówisz, co ja mam robić?- Podszedł do mnie bliżej. Poczułam od niego silną woń alkoholu. Nie pierwszy raz byłam w takiej sytuacji, gdy byliśmy sami w domu.
-Dobrze słyszałeś. Nie mieszkasz sam w tym domu. On nawet nie jest twój. Ty tu mieszkasz jako dziecko naszych rodziców.-powiedziała trochę za dużo i oberwało mi się. Dostałam z całej siły w lewy policzek.
-Od kiedy ty jesteś taka pyskata?-zapytał  z rękoma zaciśniętymi w pięści, gotowymi do uderzenia mnie.
-Od kiedy mam w domu brata takiego jak ty.-w tym momencie popchnął mnie do tyłu. Nie potrafiłam utrzymać równowagi i przewróciłam się na ziemię. Zaczęłam krzyczeć. Usiadł na moim brzuchu i uderzył z pięści w moją szczękę. Już miał to zrobić po raz drugi, gdy…
*Oczami  Ashtona*
Wyszedłem na taras zjeść moje śniadanie. Już miałem łyżkę z płatkami przy ustach, kiedy usłyszałem krzyki. Po chwili zorientowałem się, że dobiegają z domu Viktorii. Ruszyłem ile miałem sił w nogach, przeskakując przez płot. Drzwi na taras mieli otwarte, więc wbiegłem nimi. Ujrzałem leżącą na ziemi Viktorię i bijącego ją Ryana.
-Przestań!-krzyknąłem.
-Bo co?-zapytał mnie w połowie ciosu.
-Bo to twoja siostra.-odpowiedziałem mu nerwowo.
-I co w związku z tym?-znów zapytał.
-Jeśli zrobisz jej coś poważnego, to twoi rodzice mogą Cię nawet pozwać. Przez to możesz trafić do pierdla, a tam już nie będzie już tak przyjemnie.-odpowiedziałem mu cały zdenerwowany. On nic sobie z tego nie zrobił i znów zaczął ją bić. Podbiegłem do niego i zrzuciłem go z niej. Ona zaczęła jeszcze bardziej płakać  i zwijać się z bólu. Ja zacząłem go bić.
-Ashton nie rób tego!-krzyknęła do mnie Viki zapłakanym głosem. Uderzyłem go parę razy, ale on po chwili odpuścił. Czułem jak z mojego nosa zaczyna płynąć czerwona ciecz po mojej twarzy na koszulkę. Podszedłem do Viktorii. Miała zakrwawioną twarz i trzymała się za brzuch. Ciągle płakała. Podniosłem ją ostrożnie z podłogi na kanapę. Próbowałem ją uspokoić, ale ona cały czas płakała. Poszedłem do łazienki po apteczkę. Znalazłem ją i zacząłem odkażać nos. Wybrałem numer do pani Sophi, mamy Viktorii. Odebrała telefon po trzecim sygnale.
-Cześć Ashton.-usłyszałem jej miły głos.
-Dzień dobry proszę pani. Mogłaby pani przyjechać do domu?-zapytałem.
-A co się stało?-jej głos nagle się zmienił.
-Viki jest pobita.-odpowiedziałem.
-Dlaczego?
-Opowiem pani wszystko po kolei, jak pani przyjedzie.-powiedziałem.
-Dobrze, zaraz będę.-odpowiedziała i się rozłączyła. Zszedłem na dół do salonu. Viki ciągle leżała zapłakana na kanapie. Podszedłem do niej i zacząłem oczyszczać jej twarz z krwi. Gdy to zrobiłem, to usiadłem obok niej na kanapie, próbując ją uspokoić. Po 10 minutach w salonie zjawiła się jej mama.
-Co jej się stało?-mówiła cała zdenerwowana.
-Nie wiem jak do tego doszło, że Ryan ją pobił, ale gdy usłyszałem jej krzyki, to od razu tu przybiegłem.-mówiłem to co wiedziałem.
-Ryan jej to zrobił?-usiadła teraz ma moim miejscu na kanapie.
-Chwilę z nim powalczyłem, a potem uciekł.
- A tobie coś się stało?-odwróciła się w moją stronę.
-Miałem tylko trochę rozbity nos, ale już go sobie odkaziłem., a Viktorii oczyściłem twarz z krwi, którą też miała z nosa.
-Jest jej coś jeszcze?
-Gdy leżała na podłodze, to trzymała się za brzuch.
-Chodź. Pomożesz mi ją zaprowadzić do samochodu-mówiła wstawając  z kanapy i próbując ją posadzić.-Pilnuj jej, aby nie spadła. Ja pójdę po jakieś ubrania dla niej.-powiedziała i poszła na górę. Po chwili przyszła i ją przebrała[KLIK]. Wzięliśmy ją za ramiona i poszliśmy do samochodu.
-Pojadę z panią.-powiedziałem to i wsiadłem na tylnie siedzenie wraz z Viktorią. Już nie płakała, ale ciągle trzymała się za brzuch.- A co pani powie w szpitalu, gdy spytają się, co się stało?
-Powiem, że spadła ze schodów.-powiedziała i odpaliła silnik,
Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Poszliśmy z nią na izbę przyjęć. Usiadłem wraz z nią, a jej mama poszła ją zarejestrować. Lekarz po 5 minutach przyjął ją na salę obserwacji. Zostaliśmy w poczekalni, a doktor zaczął jej robić podstawowe badania.  Nagle zauważyliśmy otwierające się drzwi z Sali obserwacji. Pielęgniarki wiozły łóżko, na którym leżała Viktoria.
-Dokąd ją zabieracie?-podbiegła jej mama do lekarza.
-Zabieramy ją na prześwietlenie.-odpowiedział poważnie doktor.
Ciągle siedzieliśmy w poczekalni. Nagle przyszedł lekarz.
-Co jest mojej córce?-zapytała go pani Sophia.
-Ma złamane dwa żebra i wstrząśnienie mózgu.-odpowiedział jej spokojnie doktor.
-Na jak długo zostanie w szpitalu?
-Na razie na tydzień, ale zobaczymy jak szybko będzie zdrowiała.
-Dziękuję panie doktorze.
Siedzieliśmy w poczekalni, gdy nagle usłyszałem:
-Możesz iść do domu, jeśli chcesz. Ja tu posiedzę. Na pewno masz swoje sprawy do załatwienia.-mówiła mama Viktorii.
-Nie musi się pani tak o mnie martwić. Posiedzę tutaj  z panią
Nie wiem jak długo tam siedzieliśmy.
___________________________________________________________________________________
Jako, że z powodu moich(i innych trzeciogimnazjalistów)egzaminów ostatnio nie było rozdziału tp miał być wczoraj, ale że mam trochę wolnego czasu to jest dzisiaj. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Zostawcie po sobie jakiś komentarz. Dla was to tylko chwila, a dla mnie to motywacja do dalszego działania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz