poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 1

 *Oczami Viktorii*

Jest godzina 20 w sobotni wieczór, a ja już idę spać. Amy poszła już spać, rodziców nie ma w domu, a Ryan gdzieś poszedł i od pół godziny nie ma go w domu. W sumie, nie obchodzi mnie gdzie on chodzi. Od kiedy skończył gimnazjum, to się stał bardzo tajemniczy. Cieszę się bardzo, że sobie poszedł. Chociaż jest moim bratem, to nie przepadam za nim. 
U Ashtona mają próbę swojego zespołu. Zawsze do nich chodziłam, żeby ich posłuchać, ale dzisiaj, po tym co zrobił mi Ryan nie mam na nic siły. Jest lato, więc mam uchylone okno, przez które wpada muzyka, którą grają. Słyszę melodię mojego telefonu, pewnie to sms od Ashtona. Nie myliłam się. Napisał z pytaniem, czy przyjdę do nich na próbę, odpisałam tylko, że dzisiaj nie przyjdę, bo jestem bardzo zmęczona. Odpisał mi po chwili, że nic się nie stało i abym się dobrze wyspała. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Do Matta sms o treści „Dobranoc <3” i poszłam spać.
       Obudziłam się i zobaczyłam wdzierające się słońce do mojego pokoju. Zapowiada się kolejny słoneczny dzień. Poszłam do łazienki wziąć prysznic i ubrałam się[KLIK] w codzienny strój. Wychodząc z łazienki poczułam słodki zapach. Czyżby naleśniki? Zbiegłam na dół do kuchni. Nie myliłam się. Przywitałam się z rodzicami i młodszą siostrą. Na Ryana tylko spojrzałam kątem oka. Zjadłam swoją porcję i poszłam wraz z Amy do ogrodu. Mała bawiła się, a ja siedziałam pod swoim ulubionym drzewem i rysowałam, i jednocześnie rozmyślałam. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła.
- Viki!- Wołał mnie Ashton.
- Hej. Co u ciebie? – Zapytałam.
- Cześć. Dobrze, a u ciebie? – Zapytał, a zaraz obok niego pojawili się Luke, Michael, Calum oraz Max.
- Też dobrze. – Odpowiedziałam i przywitałam się z pozostałymi.
-Świetny pomysł. Pójdę się tylko zapytać, czy mogę iść. – Powiedziałam i poszłam się zapytać. -Mamo! – Zawołałam, gdy weszłam do domu.
- Tak? – Odpowiedziała na moje zawołanie.
- Mogę iść z Luke'iem, Michael'em, Calum'em oraz Max'em? – Zapytałam się jej.
- Jeśli weźmiecie ze sobą Amelie, to możesz. – Odpowiedziała, a ja ją z uśmiechem na twarzy przytuliłam. Wiedziałam, że nie będą mieć nic przeciwko temu, aby Amelia poszła z nami, bo często tak chodziliśmy na basen i jeszcze zabieraliśmy razem ze sobą brata Luke'a, Maxa. Mała bardzo lubi się z nim bawić, ponieważ są w równym wieku. Poszłam im powiedzieć, że mogę iść, i że z nami idzie Amy. Umówiliśmy się, że spotkamy się za pół godziny pod domem Luke'a. Wzięłam małą z ogródka i poszłyśmy się przebrać. Ubrałam się[KLIK] i przebrałam Amy. Wzięłam plecak z potrzebnymi rzeczami i poszłyśmy w wyznaczone miejsce. Po paru minutach dołączyła reszta. Poszliśmy nad ocean. 
   Na początku bawiliśmy się razem z Amy i Maxem. Po godzinie byli tak zmęczeni, że razem z Lukem odprowadziliśmy je do mojej babci. Babcia nie miała nic przeciwko, aby mali zostali u niej. Chociaż Max nie jest jej wnukiem, to ona tak właśnie go traktuje. Nagle usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Nie sprawdzając kto dzwoni, odebrałam go.
- Cześć skarbie! – usłyszałam znajomy głos w telefonie.
- Cześć kochanie! – odpowiedziałam równie zadowolona.
- Co robisz? – spytał.
- Jestem z Lukem i jego przyjaciółmi nad oceanem. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Znowu z nimi spędzasz czas. – odpowiedział już z mniejszym entuzjazmem. Nigdy za nimi nie przepadał.
- Jeśli zadzwoniłbyś wcześniej, to na pewno teraz byłabym z tobą, ale tego nie zrobiłeś. – odpowiedziałam lekko rozzłoszczona. 
-Są wakacje, a ja lubię sobie pospać. – próbował się usprawiedliwić.
-Jeśli ty gdzieś wychodzisz, ze swoimi znajomymi, to nigdy nie mam ci tego za źle, ponieważ uważam, że również masz swoje życie i spędzasz je tak,  jak ty chcesz. Jeśli znów chodzi o nas, to gdy tylko gdzieś wychodzę, to zarzucasz mi, że cię unikam i spędzam z tobą coraz mniej czasu - prawie wykrzyczałam do telefonu. Wszyscy stali obok mnie i przyglądali się całej rozmowie z osłupieniem. Pierwszy raz powiedziałam coś takiego do Matta, ale to wszystko było powiedziane pod wpływem emocji, ale z szczerą prawdą.
- Nie wiedziałem, że potrafisz taka być - powiedział po chwili.
- Taka, czyli jaka? - Zapytałąm się go.
- Agresywna - powiedział tylko tyle.
- Uważasz, że skoro zazwyczaj jestem miła, tolerancyjna, uprzejma, to nie jestem agresywna? - Znów się go zapytałam.
- Tego nie powiedziałem - odpowiedział próbując się bronić.
- Wiesz co. Jeśli dokładnie przemyślisz sobie dzisiejszą rozmowę, to dopiero do mnie zadzwoń. Cześć. - nie czekając na odpowiedź, rozłączyłam się. Rozpłakałam się. Pierwszy z wrażenia wyszedł Ashton.
- Wszystko w porządku? - Zapytam mnie. Od kiedy pamiętam, zawsze się o mnie martwił. Podszedł do mnie i przytulił. Czasami zastanawiam się, dlaczego on nie jest moim bratem. Gdy wiedziałam, co to jest autorytet, to od razu wiedziałam, że on nim jest. Zawsze do wszystkiego podchodził ze spokojem. - Pomóc ci jakoś?
- Pokłóciłam się z Mattem. Pójdę już do domu, bo nie mam na nic sił - odpowiedziałam ciągle płacząc.
- Odprowadzę cię - mówił czule Ashton, ciągle mnie do siebie przytulając.
- Dzięki za troskę, ale podziękuję. Chcę pobyć sama - powiedziałam to i zaczęłam się pakować - Mam do ciebie prośbę.
- Jaką?
- Mógłbyś później odebrać maluchy od mojej babci, bo nie mam zamiaru do niej iść, bo zacznie się wypytywać, co się stało?
- Jasne, jeśli nie chcesz to mogę ich odebrać.
- Dzięki. Jesteś kochany. - Pocałowałam go w policzek i zaczęłam żegnać się z resztą. Gdy odeszłam kawałek, to włożyłam sobie słuchawki do uszu i na cały regulator zaczęłam słuchać piosenek. Próbowałam nie płakać, ale moje myśli na to nie pozwalały.
   W domu nikogo nie było. Byłam z tego powodu szczęśliwa. Poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam plecakiem i butami w kąt i położyłam się. Po chwili zasnęłam.
   Obudził mnie dzwonek do drzwi. Przejrzałam się w lustrze. Miałam całe czerwone oczy, a moje włosy były całe poszarpane. W tej chwili mało mnie obchodziło, jak wyglądam. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Stał w nich Ashton wraz z Amelią. Mała od razu wskoczyła na mnie. Przytuliłam ja do siebie i odstawiłam ją na ziemię. Ona ciągle zadowolona pobiegła do swojego pokoju. W drzwiach nadal stał Ashton.
- Jak się czujesz? - Spytał mnie.
- Już trochę lepiej. Po śnie wyglądam gorzej, ale za to czuje się lepiej. - Odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Może wejdziesz? - Zaproponowałam.
- Jeśli to nie będzie kłopot, to z przyjemnością.
- Gdyby to był kłopot, to bym cię nie zapraszała - roześmialiśmy się.
- Widzę, że humor ci powrócił - powiedział David. Poszliśmy zobaczyć, co robi Amelia.
   Weszliśmy do jej pokoju i zobaczyliśmy jak śpi. Przykryłam ją kocem i po cichu wyszliśmy z niego. Wzięliśmy coś zimnego z lodówki i poszliśmy do mojego pokoju. Nie wiem nawet jak długo tam siedzieliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się.
   - Widzę, że świetnie się bawicie. - Nagle usłyszałam głos mojej mamy. Spojrzałam w kierunku drzwi i zobaczyłam mamę wraz z tatą.
- Dobry wieczór państwu. - Jak zwykle pierwszy ocknął się David.
- Po waszych minach widzę, że jesteście głodni - tym razem odezwał się tato.
- Jak zwykle czytasz mi w myślach - zaczęliśmy się śmiać.
- Zejdzie za chwilę na dół na kolację. - Powiedziała mama i zaczęła wychodzić.
- Dobrze mamo.
- A gdzie jest Amelia? - Zapytała się jeszcze.
- Śpi u siebie w pokoju. - Odpowiedziałam jej i zaczęliśmy sprzątać.
   Po 10 minutach zeszliśmy na dół. Na stole stał już talerz z kanapkami. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Rodzice zawsze traktowali Ashtona jak swojego syna. Po skończonej kolacji posiedzieliśmy jeszcze przy stole i rozmawialiśmy. David poszedł do domu, a my sprzątaliśmy. Ryana jeszcze nie było w domu, chodź była późna pora. Rodzice się nim już tak bardzo nie przejmowali, ponieważ uważali, że skoro jest dorosły, to da sobie radę. Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrać się w piżamę[KLIK]. Poszłam do swojego pokoju, byłam jeszcze chwilę na laptopie. Długo na nim nie siedziałam,  bo byłam zbyt zmęczona. Odłożyłam go na biurko i poszłam spać. 

__________________________________________________________________________

   Tak jest i pierwszy rozdział mojego fanfiction. Rozdział był już wile razy zmieniany, ale w końcu zostałam przy tej wersji. Rok temu, kiedy go pisałam, uznałam, że jest fajny, ale teraz kiedy go czytam, myślę inaczej, ale postanowiłam go wstawić.
   Mam wielką nadzieję, że przyjmiecie go pozytywnie i będziecie wyczekiwać ze zniecierpliwieniem na następne rozdziały.
   Rozdziały będą pojawiać sie w niedziele co dwa tygodnie, więc następnego rozdziału możecie spodziewać się 19.04.2015.
   Z racji, że są święta chciałam wam złożyć życzenie, ale że nie jestem w tym dobra to życzę wam WESOŁYCH ŚWIĄT!
   Mam nadzieję, że zostawicie po sobie jakiś ślad w komentarzu. Dla was to chwilka, a dla mnie to motywacja do działania.
*edit*
Przepraszam za wszystkie błędy jakie były w tym rozdziale, dzięki mojej przyjaciółce Oli, już zostały poprawione. Pozdrawiam Cię :* 

*edit2*
Z powodu, że w tym tygodniu mam egzaminy gimnazjalne, nie uda mi się dodać jutrzejszego posta. Przepraszam 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz