Obudził mnie jakiś hałas. Nagle poczułam ciężar na swoi ciele i usłyszałam śmiech dziecka. Już wiedziałam kto to. To była Amelia. Często, gdy się obudziła, to przybiegała do mojego pokoju albo mnie obudzić, albo się ze mną pobawić. Gdy byłam trochę starsza od niej to zawsze tak robiłam Ryanowi, teraz rzadko widuję go w domu. Wcale mi to nie przeszkadza. Bawiłam się z Amy, gdy usłyszałam otwierające się drzwi.
-Tak myślałam-powiedziała mama z uśmiechem.-Śniadanie jest
już na stole. Viki jeśli chcesz, to możesz jeszcze pospać, bo jest wcześnie. Są
wakacje, więc możesz sobie pospać dłużej, a Amy się nie przejmuj. Zawiozę ją
dzisiaj do babci.
-Jesteś kochana!-Wstałam z łóżka i ją przytuliłam.-Chętnie skorzystam z
propozycji.-Mama wraz z Amelią poszły, a ja zostałam sama w pokoju. Spojrzałam
na zegarek. Dochodziła 8. Poszłam jeszcze spać.
Obudziłam się o 12. Wstając z łóżka usłyszałam dziwne dźwięki
dochodząc z dołu. Miałam pokój na „strychu”, ale nie trudno było usłyszeć te
hałasy. Zeszłam na dół. Ryan krzątał się po kuchni. Nie zdziwił mnie jego stan.
Przez ostanie lata, ciągle tak wyglądał po powrocie do domu.
-Możesz hałasować trochę ciszej?-powiedziałam do niego
spokojnie.
-Słucham?! Ty mi mówisz, co ja mam robić?- Podszedł do mnie
bliżej. Poczułam od niego silną woń alkoholu. Nie pierwszy raz byłam w takiej
sytuacji, gdy byliśmy sami w domu.
-Dobrze słyszałeś. Nie mieszkasz sam w tym domu. On nawet
nie jest twój. Ty tu mieszkasz jako dziecko naszych rodziców.-powiedziała
trochę za dużo i oberwało mi się. Dostałam z całej siły w lewy policzek.
-Od kiedy ty jesteś taka pyskata?-zapytał z rękoma zaciśniętymi w pięści, gotowymi do
uderzenia mnie.
-Od kiedy mam w domu brata takiego jak ty.-w tym momencie
popchnął mnie do tyłu. Nie potrafiłam utrzymać równowagi i przewróciłam się na
ziemię. Zaczęłam krzyczeć. Usiadł na moim brzuchu i uderzył z pięści w moją
szczękę. Już miał to zrobić po raz drugi, gdy…
*Oczami Ashtona*
Wyszedłem na taras zjeść moje śniadanie. Już miałem łyżkę z
płatkami przy ustach, kiedy usłyszałem krzyki. Po chwili zorientowałem się, że
dobiegają z domu Viktorii. Ruszyłem ile miałem sił w nogach, przeskakując przez
płot. Drzwi na taras mieli otwarte, więc wbiegłem nimi. Ujrzałem leżącą na ziemi
Viktorię i bijącego ją Ryana.
-Przestań!-krzyknąłem.
-Bo co?-zapytał mnie w połowie ciosu.
-Bo to twoja siostra.-odpowiedziałem mu nerwowo.
-I co w związku z tym?-znów zapytał.
-Jeśli zrobisz jej coś poważnego, to twoi rodzice mogą Cię
nawet pozwać. Przez to możesz trafić do pierdla, a tam już nie będzie już tak
przyjemnie.-odpowiedziałem mu cały zdenerwowany. On nic sobie z tego nie zrobił
i znów zaczął ją bić. Podbiegłem do niego i zrzuciłem go z niej. Ona zaczęła
jeszcze bardziej płakać i zwijać się z
bólu. Ja zacząłem go bić.
-Ashton nie rób tego!-krzyknęła do mnie Viki zapłakanym
głosem. Uderzyłem go parę razy, ale on po chwili odpuścił. Czułem jak z mojego
nosa zaczyna płynąć czerwona ciecz po mojej twarzy na koszulkę. Podszedłem do
Viktorii. Miała zakrwawioną twarz i trzymała się za brzuch. Ciągle płakała. Podniosłem
ją ostrożnie z podłogi na kanapę. Próbowałem ją uspokoić, ale ona cały czas
płakała. Poszedłem do łazienki po apteczkę. Znalazłem ją i zacząłem odkażać
nos. Wybrałem numer do pani Sophi, mamy Viktorii. Odebrała telefon po trzecim
sygnale.
-Cześć Ashton.-usłyszałem jej miły głos.
-Dzień dobry proszę pani. Mogłaby pani przyjechać do
domu?-zapytałem.
-A co się stało?-jej głos nagle się zmienił.
-Viki jest pobita.-odpowiedziałem.
-Dlaczego?
-Opowiem pani wszystko po kolei, jak pani
przyjedzie.-powiedziałem.
-Dobrze, zaraz będę.-odpowiedziała i się rozłączyła. Zszedłem
na dół do salonu. Viki ciągle leżała zapłakana na kanapie. Podszedłem do niej i
zacząłem oczyszczać jej twarz z krwi. Gdy to zrobiłem, to usiadłem obok niej na
kanapie, próbując ją uspokoić. Po 10 minutach w salonie zjawiła się jej mama.
-Co jej się stało?-mówiła cała zdenerwowana.
-Nie wiem jak do tego doszło, że Ryan ją pobił, ale gdy
usłyszałem jej krzyki, to od razu tu przybiegłem.-mówiłem to co wiedziałem.
-Ryan jej to zrobił?-usiadła teraz ma moim miejscu na
kanapie.
-Chwilę z nim powalczyłem, a potem uciekł.
- A tobie coś się stało?-odwróciła się w moją stronę.
-Miałem tylko trochę rozbity nos, ale już go sobie
odkaziłem., a Viktorii oczyściłem twarz z krwi, którą też miała z nosa.
-Jest jej coś jeszcze?
-Gdy leżała na podłodze, to trzymała się za brzuch.
-Chodź. Pomożesz mi ją zaprowadzić do samochodu-mówiła wstawając
z kanapy i próbując ją posadzić.-Pilnuj
jej, aby nie spadła. Ja pójdę po jakieś ubrania dla niej.-powiedziała i poszła
na górę. Po chwili przyszła i ją przebrała[KLIK]. Wzięliśmy ją za ramiona i poszliśmy
do samochodu.
-Pojadę z panią.-powiedziałem to i wsiadłem na tylnie
siedzenie wraz z Viktorią. Już nie płakała, ale ciągle trzymała się za brzuch.-
A co pani powie w szpitalu, gdy spytają się, co się stało?
-Powiem, że spadła ze schodów.-powiedziała i odpaliła
silnik,
Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Poszliśmy z nią na izbę
przyjęć. Usiadłem wraz z nią, a jej mama poszła ją zarejestrować. Lekarz po 5
minutach przyjął ją na salę obserwacji. Zostaliśmy w poczekalni, a doktor
zaczął jej robić podstawowe badania. Nagle
zauważyliśmy otwierające się drzwi z Sali obserwacji. Pielęgniarki wiozły łóżko,
na którym leżała Viktoria.
-Dokąd ją zabieracie?-podbiegła jej mama do lekarza.
-Zabieramy ją na prześwietlenie.-odpowiedział poważnie
doktor.
Ciągle siedzieliśmy w poczekalni. Nagle przyszedł lekarz.
-Co jest mojej córce?-zapytała go pani Sophia.
-Ma złamane dwa żebra i wstrząśnienie mózgu.-odpowiedział
jej spokojnie doktor.
-Na jak długo zostanie w szpitalu?
-Na razie na tydzień, ale zobaczymy jak szybko będzie
zdrowiała.
-Dziękuję panie doktorze.
Siedzieliśmy w poczekalni, gdy nagle usłyszałem:
-Możesz iść do domu, jeśli chcesz. Ja tu posiedzę. Na pewno
masz swoje sprawy do załatwienia.-mówiła mama Viktorii.
-Nie musi się pani tak o mnie martwić. Posiedzę tutaj z panią
Nie wiem jak długo tam siedzieliśmy.
___________________________________________________________________________________
Jako, że z powodu moich(i innych trzeciogimnazjalistów)egzaminów ostatnio nie było rozdziału tp miał być wczoraj, ale że mam trochę wolnego czasu to jest dzisiaj. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Zostawcie po sobie jakiś komentarz. Dla was to tylko chwila, a dla mnie to motywacja do dalszego działania.