poniedziałek, 18 maja 2015

Zawieszam!

Niestety, ale jestem zmuszona zawiesić bloga na czas nieokreślony. Powody są trzy:
-brak aktywności z waszej strony, co powoduje brak motywacji u mnie;
-brak czasu;
-koniec roku szkolnego=wystawianie ocen i ewentualne paprawianie

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 2


Obudził mnie jakiś hałas. Nagle poczułam ciężar na swoi ciele i usłyszałam  śmiech dziecka. Już wiedziałam kto to. To była Amelia. Często, gdy się obudziła, to przybiegała do mojego pokoju albo mnie obudzić, albo się ze mną pobawić. Gdy byłam trochę starsza od niej to zawsze tak robiłam Ryanowi, teraz rzadko widuję go w domu. Wcale mi to nie przeszkadza. Bawiłam się z Amy, gdy usłyszałam otwierające się drzwi.
-Tak myślałam-powiedziała mama z uśmiechem.-Śniadanie jest już na stole. Viki jeśli chcesz, to możesz jeszcze pospać, bo jest wcześnie. Są wakacje, więc możesz sobie pospać dłużej, a Amy się nie przejmuj. Zawiozę ją dzisiaj do babci.
-Jesteś kochana!-Wstałam z łóżka  i ją przytuliłam.-Chętnie skorzystam z propozycji.-Mama wraz z Amelią poszły, a ja zostałam sama w pokoju. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 8. Poszłam jeszcze spać.
Obudziłam się o 12. Wstając z łóżka usłyszałam dziwne dźwięki dochodząc z dołu. Miałam pokój na „strychu”, ale nie trudno było usłyszeć te hałasy. Zeszłam na dół. Ryan krzątał się po kuchni. Nie zdziwił mnie jego stan. Przez ostanie lata, ciągle tak wyglądał po powrocie do domu.
-Możesz hałasować trochę ciszej?-powiedziałam do niego spokojnie.
-Słucham?! Ty mi mówisz, co ja mam robić?- Podszedł do mnie bliżej. Poczułam od niego silną woń alkoholu. Nie pierwszy raz byłam w takiej sytuacji, gdy byliśmy sami w domu.
-Dobrze słyszałeś. Nie mieszkasz sam w tym domu. On nawet nie jest twój. Ty tu mieszkasz jako dziecko naszych rodziców.-powiedziała trochę za dużo i oberwało mi się. Dostałam z całej siły w lewy policzek.
-Od kiedy ty jesteś taka pyskata?-zapytał  z rękoma zaciśniętymi w pięści, gotowymi do uderzenia mnie.
-Od kiedy mam w domu brata takiego jak ty.-w tym momencie popchnął mnie do tyłu. Nie potrafiłam utrzymać równowagi i przewróciłam się na ziemię. Zaczęłam krzyczeć. Usiadł na moim brzuchu i uderzył z pięści w moją szczękę. Już miał to zrobić po raz drugi, gdy…
*Oczami  Ashtona*
Wyszedłem na taras zjeść moje śniadanie. Już miałem łyżkę z płatkami przy ustach, kiedy usłyszałem krzyki. Po chwili zorientowałem się, że dobiegają z domu Viktorii. Ruszyłem ile miałem sił w nogach, przeskakując przez płot. Drzwi na taras mieli otwarte, więc wbiegłem nimi. Ujrzałem leżącą na ziemi Viktorię i bijącego ją Ryana.
-Przestań!-krzyknąłem.
-Bo co?-zapytał mnie w połowie ciosu.
-Bo to twoja siostra.-odpowiedziałem mu nerwowo.
-I co w związku z tym?-znów zapytał.
-Jeśli zrobisz jej coś poważnego, to twoi rodzice mogą Cię nawet pozwać. Przez to możesz trafić do pierdla, a tam już nie będzie już tak przyjemnie.-odpowiedziałem mu cały zdenerwowany. On nic sobie z tego nie zrobił i znów zaczął ją bić. Podbiegłem do niego i zrzuciłem go z niej. Ona zaczęła jeszcze bardziej płakać  i zwijać się z bólu. Ja zacząłem go bić.
-Ashton nie rób tego!-krzyknęła do mnie Viki zapłakanym głosem. Uderzyłem go parę razy, ale on po chwili odpuścił. Czułem jak z mojego nosa zaczyna płynąć czerwona ciecz po mojej twarzy na koszulkę. Podszedłem do Viktorii. Miała zakrwawioną twarz i trzymała się za brzuch. Ciągle płakała. Podniosłem ją ostrożnie z podłogi na kanapę. Próbowałem ją uspokoić, ale ona cały czas płakała. Poszedłem do łazienki po apteczkę. Znalazłem ją i zacząłem odkażać nos. Wybrałem numer do pani Sophi, mamy Viktorii. Odebrała telefon po trzecim sygnale.
-Cześć Ashton.-usłyszałem jej miły głos.
-Dzień dobry proszę pani. Mogłaby pani przyjechać do domu?-zapytałem.
-A co się stało?-jej głos nagle się zmienił.
-Viki jest pobita.-odpowiedziałem.
-Dlaczego?
-Opowiem pani wszystko po kolei, jak pani przyjedzie.-powiedziałem.
-Dobrze, zaraz będę.-odpowiedziała i się rozłączyła. Zszedłem na dół do salonu. Viki ciągle leżała zapłakana na kanapie. Podszedłem do niej i zacząłem oczyszczać jej twarz z krwi. Gdy to zrobiłem, to usiadłem obok niej na kanapie, próbując ją uspokoić. Po 10 minutach w salonie zjawiła się jej mama.
-Co jej się stało?-mówiła cała zdenerwowana.
-Nie wiem jak do tego doszło, że Ryan ją pobił, ale gdy usłyszałem jej krzyki, to od razu tu przybiegłem.-mówiłem to co wiedziałem.
-Ryan jej to zrobił?-usiadła teraz ma moim miejscu na kanapie.
-Chwilę z nim powalczyłem, a potem uciekł.
- A tobie coś się stało?-odwróciła się w moją stronę.
-Miałem tylko trochę rozbity nos, ale już go sobie odkaziłem., a Viktorii oczyściłem twarz z krwi, którą też miała z nosa.
-Jest jej coś jeszcze?
-Gdy leżała na podłodze, to trzymała się za brzuch.
-Chodź. Pomożesz mi ją zaprowadzić do samochodu-mówiła wstawając  z kanapy i próbując ją posadzić.-Pilnuj jej, aby nie spadła. Ja pójdę po jakieś ubrania dla niej.-powiedziała i poszła na górę. Po chwili przyszła i ją przebrała[KLIK]. Wzięliśmy ją za ramiona i poszliśmy do samochodu.
-Pojadę z panią.-powiedziałem to i wsiadłem na tylnie siedzenie wraz z Viktorią. Już nie płakała, ale ciągle trzymała się za brzuch.- A co pani powie w szpitalu, gdy spytają się, co się stało?
-Powiem, że spadła ze schodów.-powiedziała i odpaliła silnik,
Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Poszliśmy z nią na izbę przyjęć. Usiadłem wraz z nią, a jej mama poszła ją zarejestrować. Lekarz po 5 minutach przyjął ją na salę obserwacji. Zostaliśmy w poczekalni, a doktor zaczął jej robić podstawowe badania.  Nagle zauważyliśmy otwierające się drzwi z Sali obserwacji. Pielęgniarki wiozły łóżko, na którym leżała Viktoria.
-Dokąd ją zabieracie?-podbiegła jej mama do lekarza.
-Zabieramy ją na prześwietlenie.-odpowiedział poważnie doktor.
Ciągle siedzieliśmy w poczekalni. Nagle przyszedł lekarz.
-Co jest mojej córce?-zapytała go pani Sophia.
-Ma złamane dwa żebra i wstrząśnienie mózgu.-odpowiedział jej spokojnie doktor.
-Na jak długo zostanie w szpitalu?
-Na razie na tydzień, ale zobaczymy jak szybko będzie zdrowiała.
-Dziękuję panie doktorze.
Siedzieliśmy w poczekalni, gdy nagle usłyszałem:
-Możesz iść do domu, jeśli chcesz. Ja tu posiedzę. Na pewno masz swoje sprawy do załatwienia.-mówiła mama Viktorii.
-Nie musi się pani tak o mnie martwić. Posiedzę tutaj  z panią
Nie wiem jak długo tam siedzieliśmy.
___________________________________________________________________________________
Jako, że z powodu moich(i innych trzeciogimnazjalistów)egzaminów ostatnio nie było rozdziału tp miał być wczoraj, ale że mam trochę wolnego czasu to jest dzisiaj. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Zostawcie po sobie jakiś komentarz. Dla was to tylko chwila, a dla mnie to motywacja do dalszego działania.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 1

 *Oczami Viktorii*

Jest godzina 20 w sobotni wieczór, a ja już idę spać. Amy poszła już spać, rodziców nie ma w domu, a Ryan gdzieś poszedł i od pół godziny nie ma go w domu. W sumie, nie obchodzi mnie gdzie on chodzi. Od kiedy skończył gimnazjum, to się stał bardzo tajemniczy. Cieszę się bardzo, że sobie poszedł. Chociaż jest moim bratem, to nie przepadam za nim. 
U Ashtona mają próbę swojego zespołu. Zawsze do nich chodziłam, żeby ich posłuchać, ale dzisiaj, po tym co zrobił mi Ryan nie mam na nic siły. Jest lato, więc mam uchylone okno, przez które wpada muzyka, którą grają. Słyszę melodię mojego telefonu, pewnie to sms od Ashtona. Nie myliłam się. Napisał z pytaniem, czy przyjdę do nich na próbę, odpisałam tylko, że dzisiaj nie przyjdę, bo jestem bardzo zmęczona. Odpisał mi po chwili, że nic się nie stało i abym się dobrze wyspała. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Do Matta sms o treści „Dobranoc <3” i poszłam spać.
       Obudziłam się i zobaczyłam wdzierające się słońce do mojego pokoju. Zapowiada się kolejny słoneczny dzień. Poszłam do łazienki wziąć prysznic i ubrałam się[KLIK] w codzienny strój. Wychodząc z łazienki poczułam słodki zapach. Czyżby naleśniki? Zbiegłam na dół do kuchni. Nie myliłam się. Przywitałam się z rodzicami i młodszą siostrą. Na Ryana tylko spojrzałam kątem oka. Zjadłam swoją porcję i poszłam wraz z Amy do ogrodu. Mała bawiła się, a ja siedziałam pod swoim ulubionym drzewem i rysowałam, i jednocześnie rozmyślałam. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła.
- Viki!- Wołał mnie Ashton.
- Hej. Co u ciebie? – Zapytałam.
- Cześć. Dobrze, a u ciebie? – Zapytał, a zaraz obok niego pojawili się Luke, Michael, Calum oraz Max.
- Też dobrze. – Odpowiedziałam i przywitałam się z pozostałymi.
-Świetny pomysł. Pójdę się tylko zapytać, czy mogę iść. – Powiedziałam i poszłam się zapytać. -Mamo! – Zawołałam, gdy weszłam do domu.
- Tak? – Odpowiedziała na moje zawołanie.
- Mogę iść z Luke'iem, Michael'em, Calum'em oraz Max'em? – Zapytałam się jej.
- Jeśli weźmiecie ze sobą Amelie, to możesz. – Odpowiedziała, a ja ją z uśmiechem na twarzy przytuliłam. Wiedziałam, że nie będą mieć nic przeciwko temu, aby Amelia poszła z nami, bo często tak chodziliśmy na basen i jeszcze zabieraliśmy razem ze sobą brata Luke'a, Maxa. Mała bardzo lubi się z nim bawić, ponieważ są w równym wieku. Poszłam im powiedzieć, że mogę iść, i że z nami idzie Amy. Umówiliśmy się, że spotkamy się za pół godziny pod domem Luke'a. Wzięłam małą z ogródka i poszłyśmy się przebrać. Ubrałam się[KLIK] i przebrałam Amy. Wzięłam plecak z potrzebnymi rzeczami i poszłyśmy w wyznaczone miejsce. Po paru minutach dołączyła reszta. Poszliśmy nad ocean. 
   Na początku bawiliśmy się razem z Amy i Maxem. Po godzinie byli tak zmęczeni, że razem z Lukem odprowadziliśmy je do mojej babci. Babcia nie miała nic przeciwko, aby mali zostali u niej. Chociaż Max nie jest jej wnukiem, to ona tak właśnie go traktuje. Nagle usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Nie sprawdzając kto dzwoni, odebrałam go.
- Cześć skarbie! – usłyszałam znajomy głos w telefonie.
- Cześć kochanie! – odpowiedziałam równie zadowolona.
- Co robisz? – spytał.
- Jestem z Lukem i jego przyjaciółmi nad oceanem. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Znowu z nimi spędzasz czas. – odpowiedział już z mniejszym entuzjazmem. Nigdy za nimi nie przepadał.
- Jeśli zadzwoniłbyś wcześniej, to na pewno teraz byłabym z tobą, ale tego nie zrobiłeś. – odpowiedziałam lekko rozzłoszczona. 
-Są wakacje, a ja lubię sobie pospać. – próbował się usprawiedliwić.
-Jeśli ty gdzieś wychodzisz, ze swoimi znajomymi, to nigdy nie mam ci tego za źle, ponieważ uważam, że również masz swoje życie i spędzasz je tak,  jak ty chcesz. Jeśli znów chodzi o nas, to gdy tylko gdzieś wychodzę, to zarzucasz mi, że cię unikam i spędzam z tobą coraz mniej czasu - prawie wykrzyczałam do telefonu. Wszyscy stali obok mnie i przyglądali się całej rozmowie z osłupieniem. Pierwszy raz powiedziałam coś takiego do Matta, ale to wszystko było powiedziane pod wpływem emocji, ale z szczerą prawdą.
- Nie wiedziałem, że potrafisz taka być - powiedział po chwili.
- Taka, czyli jaka? - Zapytałąm się go.
- Agresywna - powiedział tylko tyle.
- Uważasz, że skoro zazwyczaj jestem miła, tolerancyjna, uprzejma, to nie jestem agresywna? - Znów się go zapytałam.
- Tego nie powiedziałem - odpowiedział próbując się bronić.
- Wiesz co. Jeśli dokładnie przemyślisz sobie dzisiejszą rozmowę, to dopiero do mnie zadzwoń. Cześć. - nie czekając na odpowiedź, rozłączyłam się. Rozpłakałam się. Pierwszy z wrażenia wyszedł Ashton.
- Wszystko w porządku? - Zapytam mnie. Od kiedy pamiętam, zawsze się o mnie martwił. Podszedł do mnie i przytulił. Czasami zastanawiam się, dlaczego on nie jest moim bratem. Gdy wiedziałam, co to jest autorytet, to od razu wiedziałam, że on nim jest. Zawsze do wszystkiego podchodził ze spokojem. - Pomóc ci jakoś?
- Pokłóciłam się z Mattem. Pójdę już do domu, bo nie mam na nic sił - odpowiedziałam ciągle płacząc.
- Odprowadzę cię - mówił czule Ashton, ciągle mnie do siebie przytulając.
- Dzięki za troskę, ale podziękuję. Chcę pobyć sama - powiedziałam to i zaczęłam się pakować - Mam do ciebie prośbę.
- Jaką?
- Mógłbyś później odebrać maluchy od mojej babci, bo nie mam zamiaru do niej iść, bo zacznie się wypytywać, co się stało?
- Jasne, jeśli nie chcesz to mogę ich odebrać.
- Dzięki. Jesteś kochany. - Pocałowałam go w policzek i zaczęłam żegnać się z resztą. Gdy odeszłam kawałek, to włożyłam sobie słuchawki do uszu i na cały regulator zaczęłam słuchać piosenek. Próbowałam nie płakać, ale moje myśli na to nie pozwalały.
   W domu nikogo nie było. Byłam z tego powodu szczęśliwa. Poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam plecakiem i butami w kąt i położyłam się. Po chwili zasnęłam.
   Obudził mnie dzwonek do drzwi. Przejrzałam się w lustrze. Miałam całe czerwone oczy, a moje włosy były całe poszarpane. W tej chwili mało mnie obchodziło, jak wyglądam. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Stał w nich Ashton wraz z Amelią. Mała od razu wskoczyła na mnie. Przytuliłam ja do siebie i odstawiłam ją na ziemię. Ona ciągle zadowolona pobiegła do swojego pokoju. W drzwiach nadal stał Ashton.
- Jak się czujesz? - Spytał mnie.
- Już trochę lepiej. Po śnie wyglądam gorzej, ale za to czuje się lepiej. - Odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Może wejdziesz? - Zaproponowałam.
- Jeśli to nie będzie kłopot, to z przyjemnością.
- Gdyby to był kłopot, to bym cię nie zapraszała - roześmialiśmy się.
- Widzę, że humor ci powrócił - powiedział David. Poszliśmy zobaczyć, co robi Amelia.
   Weszliśmy do jej pokoju i zobaczyliśmy jak śpi. Przykryłam ją kocem i po cichu wyszliśmy z niego. Wzięliśmy coś zimnego z lodówki i poszliśmy do mojego pokoju. Nie wiem nawet jak długo tam siedzieliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się.
   - Widzę, że świetnie się bawicie. - Nagle usłyszałam głos mojej mamy. Spojrzałam w kierunku drzwi i zobaczyłam mamę wraz z tatą.
- Dobry wieczór państwu. - Jak zwykle pierwszy ocknął się David.
- Po waszych minach widzę, że jesteście głodni - tym razem odezwał się tato.
- Jak zwykle czytasz mi w myślach - zaczęliśmy się śmiać.
- Zejdzie za chwilę na dół na kolację. - Powiedziała mama i zaczęła wychodzić.
- Dobrze mamo.
- A gdzie jest Amelia? - Zapytała się jeszcze.
- Śpi u siebie w pokoju. - Odpowiedziałam jej i zaczęliśmy sprzątać.
   Po 10 minutach zeszliśmy na dół. Na stole stał już talerz z kanapkami. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Rodzice zawsze traktowali Ashtona jak swojego syna. Po skończonej kolacji posiedzieliśmy jeszcze przy stole i rozmawialiśmy. David poszedł do domu, a my sprzątaliśmy. Ryana jeszcze nie było w domu, chodź była późna pora. Rodzice się nim już tak bardzo nie przejmowali, ponieważ uważali, że skoro jest dorosły, to da sobie radę. Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrać się w piżamę[KLIK]. Poszłam do swojego pokoju, byłam jeszcze chwilę na laptopie. Długo na nim nie siedziałam,  bo byłam zbyt zmęczona. Odłożyłam go na biurko i poszłam spać. 

__________________________________________________________________________

   Tak jest i pierwszy rozdział mojego fanfiction. Rozdział był już wile razy zmieniany, ale w końcu zostałam przy tej wersji. Rok temu, kiedy go pisałam, uznałam, że jest fajny, ale teraz kiedy go czytam, myślę inaczej, ale postanowiłam go wstawić.
   Mam wielką nadzieję, że przyjmiecie go pozytywnie i będziecie wyczekiwać ze zniecierpliwieniem na następne rozdziały.
   Rozdziały będą pojawiać sie w niedziele co dwa tygodnie, więc następnego rozdziału możecie spodziewać się 19.04.2015.
   Z racji, że są święta chciałam wam złożyć życzenie, ale że nie jestem w tym dobra to życzę wam WESOŁYCH ŚWIĄT!
   Mam nadzieję, że zostawicie po sobie jakiś ślad w komentarzu. Dla was to chwilka, a dla mnie to motywacja do działania.
*edit*
Przepraszam za wszystkie błędy jakie były w tym rozdziale, dzięki mojej przyjaciółce Oli, już zostały poprawione. Pozdrawiam Cię :* 

*edit2*
Z powodu, że w tym tygodniu mam egzaminy gimnazjalne, nie uda mi się dodać jutrzejszego posta. Przepraszam